Monika Marin

pisarka

Kilka książek, które napisałam nie zmieni całego świata. Pisząc wierzyłam jednak, że skłonią one do krytycznego myślenia.

Ludzi, którzy chcą coś zmienić w otaczającej rzeczywistości jest bardzo dużo. Wiem o tym, bo dostaję od czytelników mnóstwo listów. To, czym w większości bombarduje telewizja czy prasa uwłacza wielu gustom, aż do momentu, gdy zaczynamy wątpić – czy to świat zwariował, czy z nami jest coś nie tak. Sztuka, a literaturę do niej zaliczam, została zastąpiona przez konsumpcję i ogłupianie. I do tego wielu artystów, którzy za moich młodzieńczych lat byli dla mnie idolami buntu przeciwko bezmyślnej komercji – dziś się poddało i tworzy wyroby sztukopodobne schlebiając tanim gustom. To nie napawa nadzieją i nie daje dobrego przykładu młodzieży.

Kiedyś byłam nauczycielką do momentu, gdy odkryłam, że nic w pojedynkę nie zdziałam. Po raz setny oglądam teledysk Pink Floyd – “Another Brick In The Wall” z 1979 roku i stwierdzam, że przez kilkadziesiąt lat niewiele się zmieniło. Uczniowie nadal zamiast być uczeni wyobraźni, kreatywności, współdziałania są nakręcani na rywalizację i klepanie testów do niczego nieprzydatnych w życiu. Co więcej – wielu rodziców twierdzi, że jest to jedyna słuszna droga do (tak zwanego) sukcesu. A nauczyciele nie mają innego wyjścia i…realizują program. Tyle, że według statystyk Polska jest w niechlubnej czołówce w Europie pod względem liczby skutecznych samobójstw wśród dzieci i młodzieży. I nie są to jedynie dzieci z rodzin patologicznych. Frustracja z jakiegoś powodu rośnie. Tylko dlaczego, skoro na każdym kroku bombardują nas setki poradników, autorytetów, uzdrawiaczy świata i duchowych przywódców, a z kartek kolorowych pism piękne i uśmiechnięte gwiazdy mają receptę na wszystko?

Kiedyś byłam nauczycielką, potem dziennikarką i motocyklowym kierowcą wyścigowym. Stąpam po planecie Ziemi niemal pół wieku i dziś potrafię rozpoznać kto zwyciężył, a kto przegrał swoje życie. Jedno jest pewne: nie ma to nic wspólnego ani z kolekcją świadectw z czerwonym paskiem, ani ze statusem społecznym czy materialnym.

Co zatem robimy źle?

Jestem z wykształcenia pedagogiem, z pasji motocyklistką i podróżniczką. Mam dwoje dzieci. Z wyboru zostałam pisarką. I nie będę ukrywać, że trylogia “Kroniki Saltamontes” to powieści, które traktuję jako mój wewnętrzny głos dla innych. Po liczbie czytelników stwierdzam, że nie jestem osamotniona w poglądach.

Trylogia już po ukazaniu się pierwszej części w 2013 roku zdobyła wielu wiernych fanów. Docenili ją również nauczyciele poloniści oraz bibliotekarze. Zdobyła również uznanie pedagogów, psychologów i terapeutów i stała się inspiracją do nawiązywania porozumienia z młodym człowiekiem, który pragnie czytać książki, które mówią o JEGO świecie, odzwierciedlają JEGO głos i dają MU nadzieję.

A wszystko to udało się bez wykupywania drogich reklam w komercyjnych księgarniach, gdzie – odważmy się powiedzieć – sprzedawcy polecający książki w większości przypadków robią to ze względu na prowizję a nie na treść. To, że starannie dobieram miejsca, gdzie moja trylogia jest sprzedawana też jest moją formą buntu przeciwko komercjalizacji i przedmiotowemu traktowaniu odbiorcy. A stało się to zaraz po tym, gdy pewnego dnia ujrzałam pięknie wydane dzieło Dostojewskiego w jednej “księgarni”, które leżało w koszu ze skarpetkami, garnkiem i ścierkami kuchennymi.

(Gdybyście pytali o trylogię “Kroniki Saltamontes”, to dostępna jest przez całą dobę na platformie www.kronikisaltamontes.pl)

Dzieciaki są wspaniałe. Piszą do mnie, że trylogia porwała je w miejsca które są bliskie ich sercu, że czytając czuli, że rozgrywające się w książce historie “miały jakiś związek z nimi”.

Młodzież chce być dobra. Tylko my, pokolenie dawnych hippisów, punków, buntowników czy intelektualistów, gdy zaczęliśmy mieć te swoje 30, 40, 50 lat znowu, tak samo jak poprzednie pokolenia nie umiemy z młodzieżą rozmawiać.

Obrośliśmy w obojętność lub wmawiamy dzieciom co “muszą” robić mówiąc że jest to słuszne tylko dlatego, że czyni tak tysiące, czy miliony innych. Daliśmy się ponieść owczemu pędowi. I powielamy błędy poprzednich pokoleń ubierając je tylko w inne słowa.

Zachowujemy się tak, jakbyśmy w młodości nie popełnili żadnej głupoty, żadnego szaleństwa, jednocześnie nie zauważając, że nasze dzieci nie mają już czasu na trzepak i włóczenie się z kolegami, przez co ich umysł nie odpoczywa wcale. Zwalamy wszystko na wirtualny świat w którym nasze dzieci spędzają wiele czasu, nie zadając sobie trudu aby się zastanowić, od czego dziecko ucieka.

Nie zmienię rzeczywistości kilkoma książkami, jednym blogiem, ani tym bardziej ładnymi zdjęciami z wakacji. Wierzę jednak, że czyniąc mały kroczek w rozwoju świadomości młodzieży, ale i dorosłych, będziemy mogli uczynić kolejny krok a potem kolejny, a gdy będzie nas więcej nasz głos zacznie być słyszalny.

 

Do bloga zaprosiłam też kilku przyjaciół, którzy chcą zmienić coś w edukacji i pomóc młodemu człowiekowi, aby nie mylił kultury z popkulturą. Aby odkrył różnicę pomiędzy systemem like’ów i gwiazdek, a swoim własnym szczerym poczuciem piękna i wartości. Aby z każdego błędu wyciągał wnioski i umiał iść do przodu. Aby wyrósł na szczęśliwego człowieka.

Aby rodzic NIE realizował poprzez dziecko swoich własnych aspiracji i kompleksów.

Aby nauczyciel był przede wszystkim mentorem i przyjacielem.

Abyśmy wszyscy nauczyli się rozmawiać bez skakania sobie do gardeł, albo udawania, że tematu nie ma i “jakoś to będzie”.

Jakoś nie będzie. Stare przysłowie mówi, że “gdy nie zrobisz czegoś dla świętego spokoju, już nigdy nie będzie spokoju.”

Działajmy. Tu chodzi o nasze dzieci, które nie są naszą własnością, a są przyszłością świata. I nie pozwólmy, aby poprzez wtłaczanie dzieci w “wyścig szczurów” stały się “kolejną cegłą w murze”. Młodzi ludzie zasługują na więcej.

Dla tych, dla których poniższe ma znaczenie, kilka dodatkowych informacji

Urodziłam się w 4 lutego 1970 roku. Gdy byłam dzieckiem często słyszałam, że “jestem przemądrzała i filozofuję”. Dziś stwierdzam, że niektóre moje poglądy nie zmieniły się i nadal pragnę filozofować i mądrzyć oraz spotykać z ludźmi, którzy lubią rozmawiać nie tylko o pogodzie i sąsiadach, traktując spór jako rozwój bez chęci pokonania drugiego człowieka.

Już po liceum zabierałam się do różnych prac, bo wydawało mi się, że gdy będę niezależna, szybciej będę mogła pisać.

Ukończyłam studia pedagogiczne i Zarządzanie Biznesem.

Przez kilkanaście lat pracowałam jako dziennikarka prasowa pisząc artykuły, felietony, wywiady, między innymi do: “Voyage”, polskiej edycji “Playboya”, “AutoMoto”, oraz “Motocykla”.

Brałam udział przy tworzeniu programu telewizyjnego, ale doszłam do wniosku, że to nie moja bajka, więc wróciłam do dziennikarstwa prasowego.

Mam hopla na punkcie motocykli, przez co zwiedziłam na dwóch kołach trzy razy Europę, Afrykę Północną i Amerykę, a na dodatek spędziłam cztery lata na torze wyścigowym na MMP (Motocyklowe Mistrzostwa Polski) w klasie Sport pow. 600 ccm (1994-1998), co niestety skończyło się groźnym wypadkiem, więc wróciłam do podróży i jeszcze intensywniejszego dziennikarstwa prasowego.

Mam dwoje dzieci, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że gdy NIE traktujemy młodych ludzi z góry i jesteśmy w stosunku do nich szczerzy – potrafią być oni najprawdziwszymi wyrozumiałymi przyjaciółmi.

Pracuję nietypowo, tygodniami pozornie nie robię nic (co nie jest zgodne z prawdą, bo myślenie uważam za mocno angażujące – dlatego zapewne wielu tego nie robi), następnie gdy zasiadam do pracy, to robię to nieprzerwanie dzień i noc zapominając o całym świecie.

Trylogia “Kroniki Saltamontes” początkowo napisana dla mojego syna, czytana jest w Polsce i w polskich szkołach na całym świecie. Pierwsza część trylogii już kilkanaście miesięcy od premiery znalazła się (w głosowaniu czytelników) na liście TOP 100 lektur szkolnych MEN, wybrana spośród 3.777 książek.

Lubię kuchnię śródziemnomorską, dobre wino a dla relaksu włączam Smooth Jazz, muzykę klasyczną lub dobry film.

Mimo wielu wątpliwości, wciąż wierzę w ludzi.

Kartka z pamiętnika

Zapewne bez moich motocyklowych podróży w dzikie i cywilizowane zakątki świata również napisałabym książkę przygodową,
ale czy wiedziałabym jak DOKŁADNIE opisać motocyklową podróż?

Zapewne bez studiów pedagogicznych też napisałabym książkę przygodową, ale do psychiki dziecka trafiałabym pewnie po omacku.

Na pewno również bez wieloletniej pracy dziennikarskiej też mogłabym napisać książkę, ale intuicyjnie odkrywałabym to, czego nauczyła mnie ta praca, przez co pisanie zajęłoby mi o wiele więcej czasu.

Gdybym nie miała dzieci, też umiałabym pisać dla młodych ludzi, ale to moje dzieci były dla mnie prawdziwą kopalnią inspiracji.

Gdybym nie brała udziału w Motocyklowych Mistrzostwach Polski też napisałabym książkę, ale dzięki wyścigom wiem, co to znaczy upór i skupienie się na celu. Na zdominowanych przez mężczyzn wyścigach przez większość czasu byłam jedyną kobietą, w oczach młodych czytelników jestem zatem wiarygodna gdy mówię, że można osiągać rzeczy, które inni uważają za niemożliwe.

Jestem człowiekiem, a naturą ludzką jest czasem wątpić. Zdarzało mi się więc – jak milionom ludzi – zadawać sobie pytanie: po co ja właściwie to robię?

Dziś wiem, że każde moje przeżycie to element układanki, który składa się na to, kim jestem.
Dzięki temu wiem jaką drogą iść, a która nie jest dla mnie,
komu zaufać a kogo unikać,
z kim chciałabym przebywać, a z kim stracę czas.

Wszystko czego doświadczamy w życiu i z czego czerpiemy – jeśli wyciągamy wnioski – składa się na naszą mądrość.
Szkoła uczy wiedzy.
Życie uczy mądrości.